Zamość nocą: Gdzie wybrać się na wieczorny spacer po Starym Mieście?

Zamość nocą: Gdzie wybrać się na wieczorny spacer po Starym Mieście?

Kiedy słońce powoli chyli się ku zachodowi, a ostatnie promienie dnia opierają się na renesansowych attykach zamojskich kamienic, miasto zaczyna żyć zupełnie nowym, fascynującym życiem. Zamość, dumnie noszący miano Padwy Północy i perły polskiego renesansu, w blasku dziennego światła zachwyca doskonałymi proporcjami i architektonicznym rygorem, który przed wiekami zaprojektował włoski mistrz Bernardo Morando na zlecenie potężnego hetmana Jana Zamoyskiego. Jednak to dopiero po zmroku, gdy miejskie latarnie rozbłyskują ciepłym, bursztynowym światłem, a turystyczny zgiełk ustępuje miejsca nastrojowej ciszy, Stare Miasto odsłania swoje najbardziej intymne, mistyczne wręcz oblicze. Wieczorny spacer po Zamościu to nie jest zwykła przechadzka. To podróż w czasie, podczas której cienie rzucane przez arkady podcieni snują opowieści o bogatych kupcach, wielkich wodzach, dramatycznych oblężeniach i wizjonerach, którzy na surowym korzeniu postanowili stworzyć miasto idealne. Zapraszam na niezwykle głęboki, powolny i pełen detali spacer po nocnym Zamościu, podczas którego zanurzymy się w historię, architekturę i niepowtarzalny klimat tego wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO miejsca.

Rozpoczynamy naszą wędrówkę od absolutnego serca miasta, czyli Rynku Wielkiego. W ciągu dnia ten ogromny, kwadratowy plac o wymiarach równego stu na sto metrów tętni życiem, wypełniony jest spacerowiczami, wycieczkami szkolnymi i klientami ogródków kawiarnianych. Kiedy jednak zapada noc, Rynek Wielki staje się sceną teatralną, na której główną rolę gra światło. Zamojska iluminacja została zaprojektowana w taki sposób, aby wydobyć z budynków to, co najpiękniejsze, nie przytłaczając jednocześnie ich historycznego charakteru. Stojąc na środku placu, nie sposób oderwać wzroku od majestatycznej bryły Ratusza. Jego smukła, strzelista wieża, wznosząca się na ponad pięćdziesiąt metrów, dominuje nad całym miastem, niczym latarnia morska wskazująca drogę w oceanie historii. Nocne oświetlenie perfekcyjnie podkreśla detale zegara na wieży oraz misternie zdobione hełmy. Jednak to, co po zmroku robi największe wrażenie, to słynne, wachlarzowe schody prowadzące do głównego wejścia Ratusza. Zbudowane w epoce baroku, w sztucznym świetle nabierają niezwykłej plastyczności. Cienie kładące się na zaokrąglonych poręczach i kamiennych stopniach tworzą iluzję ruchu, jakby schody te wciąż zapraszały do wejścia dawnych rajców miejskich i burmistrzów. To właśnie na tych schodach nocą najczęściej można spotkać zakochane pary lub fotografów próbujących uchwycić idealną symetrię zamojskiego rynku.

Patrząc w prawo od Ratusza, nasz wzrok przykuwa pierzeja północna, na której dumnie prężą się Kamienice Ormiańskie. Nocą, dzięki punktowemu oświetleniu, ich bogate płaskorzeźby i intensywne kolory fasad zyskują zupełnie nowy, głęboki wymiar. Te pięć kamienic to dowód na wielokulturową przeszłość Zamościa, do którego Jan Zamoyski sprowadził z odległych stron kupców i rzemieślników. Każda z kamienic ma swoją nazwę, historię i unikalne zdobienia, które w nocnych cieniach wydają się niemal ożywać. Zaczynając od prawej strony, widzimy kamienicę Wilczkowską, z jej stonowaną elegancją. Obok niej znajduje się kamienica Rudomiczowska, w której niegdyś mieszkał słynny zamojski profesor i kronikarz, Bazyli Rudomicz. Następnie nasz wzrok przyciąga intensywna, nasycona czerwień kamienicy Pod Aniołem, zwanej też kamienicą Bartoszewiczów. Nocne światło wydobywa z jej fasady przepiękną płaskorzeźbę Archanioła Gabriela, patrona dawnego właściciela. W półmroku anielskie skrzydła wydają się niemal odrywać od ściany. Kolejna, szafirowa kamienica Pod Małżeństwem, intryguje rzeźbą mężczyzny i kobiety, a zamykająca ten niezwykły szereg żółta kamienica Pod Madonną, z delikatną figurą Matki Boskiej depczącej smoka, emanuje spokojem, wzmocnionym przez łagodne światło reflektorów. Warto zatrzymać się przed nimi na dłużej, wsłuchując się w ciszę. Nocą łatwiej sobie wyobrazić bogate wschodnie tkaniny, szlachetne kamienie i egzotyczne przyprawy, którymi niegdyś tu handlowano, a których wyimaginowany zapach zdaje się jeszcze unosić w chłodnym, wieczornym powietrzu.

Prawdziwa magia Zamościa kryje się jednak w jego podcieniach. Rynek Wielki jest jednym z nielicznych placów w Europie, gdzie podcienia zachowały się w niemal nieprzerwanej formie wokół całego rynku. Kiedy wchodzimy pod te sklepienia nocą, świat się zmienia. Akustyka arkad sprawia, że każdy nasz krok odbija się echem, przypominając rytm dawnego miasta. Ciepłe światło latarni wiszących pod sklepieniami tworzy złociste tunele, które ciągną się wzdłuż pierzei. Spacerując w tym półmroku, możemy dostrzec fakturę grubych murów, stare żelazne okucia drzwi i potężne filary, które od stuleci dźwigają ciężar mieszczańskich domów. Podcienia dają poczucie bezpieczeństwa i otulenia. Nawet jeśli wieczór jest deszczowy, można obejść cały rynek suchą stopą, obserwując, jak krople deszczu uderzają o brukowany plac, tworząc migoczące kałuże, w których odbija się oświetlony Ratusz. W niektórych oknach na parterze wciąż widać tlące się światła małych galerii sztuki, antykwariatów czy stylowych winiarni. Z wnętrz dobiega czasem cicha, nastrojowa muzyka, brzęk kieliszków i przyciszone rozmowy ostatnich gości, co nadaje temu miejscu niepowtarzalny, bardzo europejski, południowy wręcz charakter. Można odnieść wrażenie, że przenieśliśmy się do renesansowych Włoch, skąd pochodził twórca miasta.

Opuszczając na chwilę Rynek Wielki, warto skierować swoje kroki w stronę mniejszych, bardziej kameralnych placów. Idąc w kierunku południowym, wąskimi, urokliwymi uliczkami, docieramy na Rynek Wodny. Jeśli Rynek Wielki jest salonem reprezentacyjnym Zamościa, to Rynek Wodny jest jego cichym patio. Nocą panuje tu absolutny spokój, przerywany jedynie kojącym szumem wody z podświetlanej fontanny, która stanowi centralny punkt placu. Woda lśni w sztucznym świetle, tworząc relaksującą atmosferę, idealną na chwilę odpoczynku na jednej z pobliskich ławek. Z tego miejsca doskonale widać dawny klasztor sióstr Klarysek, który po zmroku, otoczony starymi drzewami, wydaje się bardzo tajemniczy i niedostępny. Z Rynku Wodnego niedaleko już do kolejnego placu, zlokalizowanego po północnej stronie miasta – Rynku Solnego. Droga tam prowadzi przez ulicę Zamenhofa, gdzie w mroku nocy można wyłapać detale dawnej synagogi. Sam Rynek Solny to miejsce, które historycznie służyło do handlu solą, przywożoną tu z dalekich żup. Po zmroku ten plac ma nieco bardziej surowy charakter niż pozostałe rynki. Uwagę zwraca potężny gmach dawnego więzienia, w którym przetrzymywano wielu działaczy niepodległościowych. Nocą, gdy budynek rzuca długie cienie na bruk, historia tego miejsca staje się niemal namacalna. Na Rynku Solnym znajdziemy również charakterystyczną kotwicę morską – dar zamojskich marynarzy, która w żółtym świetle latarni ulicznych prezentuje się niezwykle surrealistycznie, stanowiąc niespodziewany marynistyczny akcent w sercu lądowego Roztocza.

Prawdziwym dopełnieniem nocnego spaceru po Zamościu jest jednak wyprawa w stronę potężnych fortyfikacji, które niegdyś czyniły z tego miasta jedną z najnowocześniejszych i najpotężniejszych twierdz w Rzeczypospolitej. Twierdza Zamość wielokrotnie udowadniała swoją wartość, odpierając ataki Kozaków, Szwedów czy wojsk rosyjskich. Dzisiaj zrewitalizowane mury obronne, nadszańce i bastiony stanowią doskonały teren spacerowy. Skierujmy się w stronę Bastionu VII, największego ze wszystkich zamojskich bastionów. Nocna iluminacja murów fortecznych to mistrzostwo sztuki oświetleniowej. Potężne, ceglane ściany są podświetlone od dołu szerokimi snopami światła, co potęguje ich monumentalny rozmiar. Idąc fosą, wzdłuż tych gigantycznych kurtyn, człowiek uświadamia sobie potęgę inżynierii wojskowej z przełomu szesnastego i siedemnastego wieku. Czerwona cegła w sztucznym świetle nabiera głębokiego, rdzawego koloru, a strzelnice i kazamaty jawią się jako mroczne, nieprzeniknione czeluście. Nocny spacer wzdłuż fortyfikacji to także okazja do przypomnienia sobie najsłynniejszych wydarzeń z historii twierdzy. To właśnie w tych okolicach w tysiąc sześćset czterdziestym ósmym roku stały wojska Bohdana Chmielnickiego. Wyobraźnia, podsycana nocnym mrokiem, pozwala niemal usłyszeć szczęk oręża, rżenie koni i dostrzec łuny ognisk kozackiego obozu, rozstawionego przed bramami miasta. Z kolei w czasach potopu szwedzkiego, Zamość jako jedna z nielicznych twierdz nie poddała się królowi Karolowi Gustawowi. Z tym okresem wiąże się słynna legenda o „szwedzkim stole”, która mówi o tym, jak Jan Zamoyski, wnuk założyciela miasta, zorganizował ucztę dla króla szwedzkiego przed murami, ale bez krzeseł, co zmuszało najeźdźcę do jedzenia na stojąco, symbolizując brak zgody na stałą gościnę w mieście. Stojąc nocą pod murami Zamościa, ta historia wydaje się niezwykle żywa i autentyczna.

Jeśli chcemy spojrzeć na nocne miasto z innej perspektywy, powinniśmy udać się na teren Nadszańca, potężnego obiektu wzniesionego w XIX wieku w ramach rozbudowy twierdzy. Z górnych tarasów Nadszańca i okolicznych wałów roztacza się niesamowity widok na panoramę Starego Miasta. Nocą, z tego podwyższenia, Zamość wygląda jak misternie ułożona szkatułka pełna klejnotów. Dachówki kamienic giną w mroku, ale wyraźnie odznaczają się oświetlone wieże kościołów i linia dachów okalających Rynek Wielki. To idealne miejsce na chwilę zadumy i ucieczkę od ewentualnego gwaru, jaki mimo wszystko może jeszcze panować w centrum. Powietrze bywa tu chłodniejsze, niosąc ze sobą zapach wilgotnej ziemi z terenów wokół fosy i pobliskiego parku miejskiego, który znajduje się tuż za murami.

Sam Park Miejski w Zamościu to jedno z najpiękniejszych założeń parkowych w Polsce, utworzone w dwudziestoleciu międzywojennym na terenach pofortecznych według projektu Waleriana Kronenberga. Chociaż nocne spacery po nieoświetlonych częściach parku mogą być przeznaczone raczej dla poszukiwaczy dreszczyku emocji, to jego obrzeża i główne aleje spacerowe wokół fosy są niezwykle urokliwe po zmroku. Stare drzewa, przeglądające się w spokojnej tafli wody, mostki i kładki łączące dawne elementy obronne – to wszystko tworzy pejzaż pełen romantyzmu i melancholii. Warto przejść się groblą, słuchając odgłosów natury, które nocą stają się wyraźniejsze. Zamość to nie tylko miasto z kamienia, to także mnóstwo zieleni, która po zmroku dodaje mu lekko dzikiego, przyrodniczego charakteru, ściśle związanego z bliskością Roztoczańskiego Parku Narodowego.

Nasza nocna wędrówka nie byłaby pełna bez oddania hołdu zamojskim świątyniom, a w szczególności wspaniałej Katedrze Zamojskiej. Ta wspaniała świątynia, pierwotnie pełniąca funkcję kolegiaty, to arcydzieło renesansu lubelskiego i jeden z najwspanialszych kościołów w Polsce. Zbliżając się do niej od strony Rynku, widzimy, jak jej potężna sylwetka wyłania się zza kamienic. Nocna iluminacja Katedry została zaplanowana bardzo starannie. Białe światło, wpadające w lekkie błękity, ostro kontrastuje z ciepłym bursztynem Rynku, nadając budowli chłodny, niezwykle dostojny i sakralny charakter. Światło wydobywa głębię nisz, kunszt rzeźbień na fasadzie oraz majestat potężnych filarów. Wnętrze Katedry skrywa kryptę, w której spoczywają prochy fundatora miasta, Jana Zamoyskiego, oraz jego potomków. Chociaż w nocy krypta jest niedostępna, stojąc przed zamkniętymi wrotami potężnej świątyni, czuje się respekt dla wielkiego rodu, który przez stulecia kształtował losy tego skrawka polskiej ziemi. Obok Katedry wznosi się wolnostojąca, barokowa dzwonnica. Zwieńczona hełmem, oświetlona z każdej strony, pełni funkcję wspaniałego punktu orientacyjnego, widocznego z wielu miejsc w mieście. Spacerując w jej pobliżu, możemy czasem usłyszeć ciche pohukiwania sów lub szelest wiatru w lipach rosnących na placu katedralnym. To miejsce absolutnej zadumy, w którym zgiełk współczesności całkowicie ustępuje miejsca powadze historii.

Opuszczając teren Katedry, kroczymy cichą, wybrukowaną ulicą w stronę dawnej Akademii Zamojskiej. Ta wyższa uczelnia, trzecia w Rzeczypospolitej po krakowskiej i wileńskiej, została założona przez Jana Zamoyskiego w tysiąc pięćset dziewięćdziesiątym czwartym roku. Słynny akt fundacyjny uczelni zawierał mądre słowa: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Ogromny, czworoboczny gmach dawnej Akademii, z przestronnym dziedzińcem, emanuje powagą i spokojem nauki. Po zmroku ulica przed budynkiem niemal pustoszeje. Fasada Akademii, oświetlona skromniej niż obiekty sakralne, przypomina o edukacyjnej potędze dawnego Zamościa. To tu wykładali najwybitniejsi polscy humaniści, lekarze i prawnicy. Wyobraźnia podpowiada nam obrazy studentów w dawnych strojach żaków, spieszących po zmroku z naręczami pergaminów. Nieopodal znajduje się dawny Pałac Zamoyskich – niegdyś wspaniała, reprezentacyjna rezydencja o imponujących rozmiarach. Choć na przestrzeni wieków pałac utracił wiele ze swojego pierwotnego blasku i bogatych zdobień w wyniku przebudów wojskowych i pożarów, jego zarys i lokalizacja na osi kompozycyjnej z Ratuszem i Akademią wciąż przypominają o władzy i bogactwie rodu ordynatów. Złowrogo i dumnie prezentuje się tu nocą konny pomnik Jana Zamoyskiego, zlokalizowany tuż przed dawną siedzibą rodu. Hetman, przedstawiony w pancerzu, dzierżący buławę, zdaje się wciąż spoglądać z góry na swoje ukochane miasto. Światło latarni sprawia, że brąz, z którego odlano pomnik, lśni, a cienie konia rzucane na pobliski plac dodają postaci niesamowitej dynamiki. Przechodząc obok pomnika w cichy, wietrzny wieczór, ma się wrażenie, że hetman zaraz zepnie wierzchowca ostrogami, by po raz kolejny ruszyć na obronę granic Rzeczypospolitej.

Nocny spacer po Zamościu to także eksploracja gęstej sieci wąskich uliczek, które jak tętnice rozprowadzają życie po całym Starym Mieście. Ulica Grodzka, ulica Staszica, ulica Żeromskiego czy ulica Bazyliańska to prawdziwe perełki dla miłośników fotografii i nocnych wędrówek. Nocą ujawniają się tutaj detale, na które w pośpiechu dnia nie zwracamy uwagi. Urokliwe, kute w żelazie szyldy dawnych zakładów rzemieślniczych i nowych kawiarni, skrzypiące na wietrze jak w powieściach grozy. Stare, solidne drzwi z mosiężnymi kołatkami, z których każda wydaje się kryć za sobą stuletnią tajemnicę. Kształtne, metalowe latarnie, rzucające ciepłe kręgi światła na bruk wyłożony starym kamieniem, tak zwanymi „kocimi łbami”. Kiedy po wieczornym deszczu bruk staje się mokry i lśniący, każda z tych uliczek zmienia się w gotowy kadr z francuskiego filmu noir. Odbicia kamienic i świateł w kałużach potęgują wrażenie bycia w miejscu zawieszonym poza czasem. Właśnie na tych uliczkach można dostrzec pozostałości dawnego Zamościa rzemieślniczego, wielokulturowego. Gdzieniegdzie zachowały się przedwojenne napisy, fragmenty starych tynków, które w nocy, wydobyte z cienia, pobudzają historyczną nostalgię. To właśnie tutaj warto się zgubić, zrezygnować z mapy czy nawigacji w telefonie i po prostu iść przed siebie, pozwalając, aby miasto samo prowadziło nas swoimi ścieżkami, które w obrębie murów obronnych zawsze zaprowadzą nas w jakieś ciekawe miejsce, czy to z powrotem na oświetlony Rynek, czy do ustronnego zaułka pod murem twierdzy.

Zamość nocą to doświadczenie polifoniczne i wielozmysłowe. Spacer to nie tylko to, co widzimy, ale także to, co słyszymy i czujemy. W lecie, kiedy miasto po upalnym dniu oddaje ciepło zgromadzone w cegłach i bruku, powietrze wypełnia się niezwykłymi zapachami. Przechodząc w pobliżu lokalnych piekarni, często ukrytych gdzieś w podwórkach czy bocznych uliczkach, można poczuć obezwładniający zapach świeżo pieczonego chleba i cebularzy – tradycyjnych wypieków Lubelszczyzny, na które ciasto wyrabiane jest już w nocy. Ten zapach pieczonej cebuli z makiem to kulinarny podpis regionu, który nierozerwalnie łączy się ze wspomnieniem nocnego miasta. Z kolei z ogródków na Rynku Wielkim i Rynku Wodnym, gdzie do późnych godzin przesiadują turyści i mieszkańcy, dobiega aromat świeżo parzonej kawy, lokalnego piwa z roztoczańskich browarów oraz ciepłych, duszonych potraw. Dźwiękowy pejzaż również zmienia się po zachodzie słońca. Gdy cichnie warkot samochodów, w Zamościu zaczyna brzmieć akustyka renesansowego miasta. Słychać wyraźnie odbijający się od kamienic stukot obcasów na bruku, daleki śmiech dobiegający z knajpki schowanej pod arkadami, bicie dzwonów czy szum liści starych drzew na skwerach. Bardzo często w letnie wieczory w podcieniach Ratusza lub przy Rynku Wodnym można spotkać ulicznych muzyków – skrzypków, akordeonistów lub gitarzystów grających muzykę klasyczną lub nastrojowy jazz. Muzyka ta, dzięki doskonałej renesansowej akustyce placów i uliczek, niesie się w niesamowity sposób, otulając spacerowiczów i dodając niezwykłego romantyzmu całej scenerii.

Podczas nocnego spaceru nie sposób uciec od legend, które w ciemnościach nabierają zupełnie nowej mocy. Kiedy stajemy pod Bramą Lwowską albo spoglądamy na masywne ściany Rotundy Zamojskiej, zlokalizowanej poza głównym pierścieniem dawnej twierdzy, wyobraźnia zaczyna pracować ze zdwojoną siłą. Niektórzy przewodnicy uwielbiają snuć opowieści o duchach dawnych profesorów Akademii Zamojskiej, rzekomo snujących się po dziedzińcu uczelni z zakurzonymi księgami. Inna legenda wspomina o tajemniczej postaci żołnierza z czasów napoleońskich, którego cień pojawia się ponoć na nadszańcach w mgliste, jesienne noce. A w zakamarkach Rynku Solnego, według starych bajań, można usłyszeć posapywanie koni ciągnących dawniej ciężkie wozy z solą, której szlak przecinał się tu przed wiekami z wielkimi traktami handlowymi Wschodu i Zachodu. Niezależnie od tego, czy wierzymy w takie opowieści, ciemne zaułki zamojskiej twierdzy stanowią doskonałą scenografię dla każdej, nawet najbardziej niesamowitej historii. Mroczne fasy, zarośnięte bluszczem fragmenty murów obronnych i wąskie, wilgotne przejścia w podziemiach (choć te zwiedza się głównie za dnia z przewodnikiem) potrafią przyprawić o delikatny dreszczyk emocji.

Dla pasjonatów fotografii nocny Zamość to wręcz niekończące się źródło inspiracji. Próba uchwycenia niezwykłego, bursztynowego światła latarni, kontrastującego z granatowym, głębokim niebem, to zadanie wymagające nie lada kunsztu. Najciekawsze kadry można złapać tuż po zachodzie słońca, w tak zwanej „błękitnej godzinie”, kiedy niebo nad Zamościem nie jest jeszcze całkowicie czarne, a przybiera odcień intensywnego, chabrowego błękitu, który fenomenalnie współgra z ciepłą kolorystyką Ratusza i kamienic ormiańskich. Fotografowanie zamojskich podcieni, gdzie światło rysuje wyraźne rytmy filarów i łuków sklepiennych, to prawdziwa lekcja kompozycji. Warto poszukać perspektyw od dołu, z poziomu bruku, wykorzystując wspomniane wcześniej odbicia w kałużach, lub ująć strzelistą wieżę ratuszową w kadr ramowany łukiem jednej z bram miejskich. Aparat umieszczony na niskim statywie na płycie Rynku Wielkiego, nastawiony na długi czas naświetlania, pozwala rozmyć sylwetki przechodniów w formę duchów przemykających przez renesansowy plac, skupiając uwagę na wieczności i niezmienności samej architektury. Niezwykle wdzięcznym obiektem do fotografii nocnej jest również Katedra. Ustawiając się odpowiednio na placu katedralnym, można uchwycić na jednym zdjęciu jej misterną, renesansową fasadę i potężną dzwonnicę, tworząc obraz pełen powagi i sakralnego majestatu.

Warto nadmienić, że Zamość po zmroku to bardzo bezpieczne miasto. Zrewitalizowana, monitorowana przestrzeń Starego Miasta zachęca do długich wędrówek bez pośpiechu. Zmęczeni spacerowicze mogą znaleźć schronienie w licznych, klimatycznych lokalach zlokalizowanych w historycznych piwnicach i na parterach kamienic. Wnętrza wielu kawiarni i restauracji wprost nawiązują do bogatej historii miasta. Masywne, ceglane sklepienia kolebkowe, masywne drewniane stoły, dyskretne oświetlenie i nierzadko tlący się ogień w kominkach zimową porą – to wszystko sprawia, że zakończenie wieczornego spaceru lampką dobrego wina, rzemieślniczym piwem z pobliskiego Zwierzyńca czy kubkiem gorącej czekolady z dodatkiem regionalnych likierów staje się momentem błogiego relaksu i podsumowania przeżytych wrażeń. To w tych knajpkach rodzą się najlepsze rozmowy, tu mieszkańcy mieszają się z turystami, dzieląc się opowieściami i zachwytami nad urodą zamojskiej architektury.

Kiedy późną nocą ruch powoli zamiera, a restauracje i kawiarnie na rynkach zaczynają gasić swoje światła i składać parasole, Zamość staje się ponownie miejscem wyciszonym i pustym, przygotowując się na powitanie kolejnego, słonecznego dnia na Roztoczu. Zgaszone neony nielicznych lokali usługowych uwydatniają ciszę miasta-twierdzy. Tylko majestatyczny Ratusz i zarysy wież obronnych nadal trwają w swoim świetlnym rynsztunku, strzegąc renesansowego snu. Każdy, kto choć raz przeszedł się tymi brukowanymi uliczkami, minął uśpione kamienice, zajrzał pod ciche podcienia i oparł dłonie o chłodne, ceglane lica murów twierdzy w blasku księżyca, ten wie, że zamojska noc ma w sobie coś nieuchwytnego i magicznego. To doświadczenie, które potrafi głęboko zapaść w pamięć i sprawić, że to małe, genialnie zaprojektowane miasto, położone z dala od wielkich europejskich metropolii, na zawsze pozostawia ślad w duszy każdego wrażliwego podróżnika, zmuszając do powrotów i poszukiwań kolejnych, nieodkrytych jeszcze nocnych tajemnic pośród jego pięknych, starych murów.