Infułatka – najstarszy dom w Zamościu i perła sakralnego dziedzictwa. Przewodnik po Muzeum Sakralnym
Zamość, nazywany przez wielu Padwą Północy, Miastem Arkad czy Perłą Renesansu, to miejsce, które na mapie Polski jawi się jako fenomen na skalę europejską. Wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Stare Miasto przyciąga każdego roku tysiące turystów, pragnących na własne oczy zobaczyć urzeczywistnienie renesansowej koncepcji „miasta idealnego”. Zaprojektowany przez włoskiego architekta Bernardo Morando na zlecenie potężnego kanclerza i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego, Zamość zachwyca regularną siatką ulic, monumentalnym Ratuszem z wachlarzowymi schodami i kolorowymi kamienicami ormiańskimi. Jednakże, aby w pełni zrozumieć duszę tego miasta, nie można poprzestać wyłącznie na spacerze po Rynku Wielkim. Trzeba skierować swoje kroki nieco na ubocze, w cień potężnej zamojskiej Katedry (dawnej Kolegiaty), gdzie skrywa się budynek o niezwykłej historii, niepozornej, lecz fascynującej architekturze i ogromnym znaczeniu kulturowym. Mowa o Infułatce – najstarszym murowanym domu mieszkalnym w Zamościu, który dziś pełni funkcję Muzeum Sakralnego.
W niniejszym artykule wyruszymy w niezwykłą podróż w czasie. Prześledzimy historię Infułatki od momentu wmurowania pierwszej cegły w XVI wieku, przez burzliwe stulecia wojen i zawirowań politycznych Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czasy zaborów, aż po jej współczesną rolę jako strażniczki największych skarbów zamojskiej kapituły. Zanurzymy się w opowieści o potężnych duchownych, kunszcie dawnych rzemieślników, złotników i hafciarek, a także o samym Janie Zamoyskim, którego ambicje sięgały daleko poza stworzenie jedynie militarnej twierdzy czy ośrodka handlowego. Zamoyski pragnął stworzyć centrum intelektualne i duchowe, a Infułatka była jednym z kluczowych elementów tej wielkiej układanki.

Geneza powstania Infułatki. W cieniu wielkiej Kolegiaty
Aby zrozumieć, czym jest Infułatka i dlaczego w ogóle powstała, musimy cofnąć się do lat osiemdziesiątych XVI wieku. Jan Zamoyski, będący u szczytu swojej potęgi politycznej, budował miasto od podstaw na tzw. „surowym korzeniu”. W jego wizji idealnego państwa w państwie – Ordynacji Zamojskiej – kluczową rolę miała odgrywać religia i edukacja. Dlatego też równolegle z budową fortyfikacji, pałacu i rynku, przystąpiono do wznoszenia wspaniałej świątyni – Kolegiaty (obecnej Katedry pw. Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła).
Zamoyski, człowiek o niezwykłych wpływach, wyjednał u samego papieża bullę pozwalającą na utworzenie w Zamościu kapituły kolegiackiej. Było to wydarzenie bez precedensu. Zamojska kapituła otrzymała ogromną niezależność, wyłączając ją w dużej mierze spod jurysdykcji biskupa chełmskiego. Na czele tej nowej, potężnej instytucji kościelnej miał stać dziekan, któremu papież przyznał wyjątkowy przywilej noszenia infuły (mitry) oraz używania pastorału – insygniów zarezerwowanych zazwyczaj wyłącznie dla biskupów. Od tej właśnie „infuły” wzięła się nazwa stanowiska – infułat, a w konsekwencji nazwa jego rezydencji – Infułatka.
Budowę Infułatki rozpoczęto pod koniec lat osiemdziesiątych XVI wieku, prawdopodobnie między rokiem 1587 a 1590, co czyni ją najstarszym zachowanym budynkiem mieszkalnym w Zamościu. Jej projektantem, podobnie jak niemal wszystkich najważniejszych gmachów w mieście z tego okresu, był Bernardo Morando. Włoski mistrz stanął przed zadaniem stworzenia budynku godnego najwyższego dostojnika kościelnego w nowej Ordynacji, ale jednocześnie takiego, który nie przytłaczałby swoją formą sąsiadującej z nim majestatycznej Kolegiaty.
Architektoniczny majstersztyk Bernardo Morando
Infułatka, zlokalizowana przy dzisiejszej ulicy Kolegiackiej, tuż obok dzwonnicy katedralnej, na pierwszy rzut oka może wydawać się skromna w porównaniu z bogato zdobionymi kamienicami w Rynku Wielkim. Jednak to właśnie w tej powściągliwości kryje się jej prawdziwe piękno i kunszt wczesnorenesansowej, a właściwie manierystycznej architektury.
Budynek został wzniesiony na rzucie prostokąta. Posiada jedną kondygnację nadziemną oraz wysokie, niezwykle przestronne piwnice, które same w sobie stanowią fascynujący element konstrukcyjny, zaopatrzony w potężne sklepienia kolebkowe. Fasada Infułatki jest stonowana, pozbawiona jaskrawych kolorów i krzykliwych attyk. Morando postawił tu na elegancję proporcji i surowość kamiennego detalu, co idealnie współgrało z powagą urzędu, jaki sprawował gospodarz tego domu.
Tym, co najbardziej przyciąga wzrok i stanowi o ogromnej wartości artystycznej Infułatki, jest wspaniały, niezwykle dekoracyjny portal z piaskowca, umieszczony asymetrycznie w fasadzie budynku. Jest to jedno z najpiękniejszych dzieł sztuki kamieniarskiej w całym Zamościu. Portal ten, zwieńczony profilowanym gzymsem i rzeźbionymi elementami florystycznymi, nosi wyraźne cechy stylu Moranda. Jego ciężka, zbrojna w rustykalne boniowanie forma nadaje wejściu do rezydencji pałacowy, niemal obronny charakter, podkreślając status rezydującego tu infułata. Nad drzwiami do dziś można dostrzec wyryte w kamieniu detale, które przetrwały próbę czasu, wiatrów i mrozów przez ponad cztery stulecia.
Wnętrze budynku pierwotnie składało się z obszernej sieni, z której wchodziło się do dwóch głównych traktów. Układ ten, charakterystyczny dla szlacheckich dworów z tamtej epoki, zapewniał z jednej strony przestrzeń reprezentacyjną, w której infułat mógł przyjmować gości, załatwiać sprawy kapituły i Akademii, a z drugiej strony gwarantował niezbędną prywatność i miejsce do modlitwy. Grube, solidne mury, głębokie wnęki okienne i potężne stropy do dziś tworzą we wnętrzu specyficzny mikroklimat i akustykę, która sprawia, że po przekroczeniu progu od razu czujemy ciężar historii.
Warto wspomnieć, że w przeciwieństwie do wielu innych kamienic w Zamościu, które na przestrzeni wieków, zwłaszcza w XIX stuleciu, były gruntownie przebudowywane, tracąc swoje pierwotne cechy stylowe (tzw. „odrenesansowienie” Zamościa w czasach twierdzy rosyjskiej), Infułatka przetrwała w formie niezwykle zbliżonej do oryginału. Oczywiście budynek przechodził remonty i modernizacje, jednak jego wczesnorenesansowa bryła, układ okien i legendarny portal ostały się w nienaruszonym niemal kształcie, czyniąc z niego unikatowy pomnik architektury domowej końca XVI wieku w Polsce.
Potęga zamojskich infułatów. Kto mieszkał w murach tego domu?
Aby poczuć atmosferę Infułatki, trzeba poznać ludzi, dla których została ona zbudowana. Zamojski infułat nie był zwykłym proboszczem. Była to postać o kolosalnym wpływie na życie całego regionu. Pierwsi infułaci byli wybierani bardzo starannie, często spośród najbliższych współpracowników Jana Zamoyskiego, ludzi o wybitnych umysłach, gruntownym wykształceniu zdobytym w Italii czy we Francji, a także o nieposzlakowanej opinii.
Pierwszym historycznym infułatem zamojskim, który objął tę funkcję po erygowaniu kapituły, był ksiądz Mikołaj Kiślicki. To on, jako jeden z pierwszych, rezydował w świeżo wzniesionej budowli obok Kolegiaty. Funkcja infułata niosła ze sobą nie tylko przywileje liturgiczne, ale przede wszystkim ogromną władzę administracyjną i edukacyjną. Zgodnie z wolą fundatora, zamojski infułat był z urzędu kanclerzem Akademii Zamojskiej – słynnej uczelni wyższej założonej przez hetmana. To w murach Infułatki, w otoczeniu stert ksiąg, manuskryptów i dokumentów opatrzonych woskowymi pieczęciami, zapadały kluczowe decyzje dotyczące nominacji profesorskich, programów nauczania i dysput teologicznych.
Infułaci byli osobami niezwykle majętnymi. Ich dochody płynęły z rozległych dóbr przypisanych do kapituły. Pozwalało im to na prowadzenie życia na poziomie zbliżonym do arystokracji. Gościli w swoich progach nuncjuszy apostolskich, biskupów, królów odwiedzających Zamość, a także wybitnych uczonych z całej Europy. Dom ten tętnił życiem intelektualnym. Dyskutowano tu o polityce europejskiej, teologii potrydenckiej, literaturze antycznej i nowych odkryciach naukowych.
Historia zamojskich infułatów to także historia konfliktów. Ich ogromna niezależność, nadana przez Rzym i mocno broniona przez kolejnych ordynatów zamojskich, była solą w oku biskupów chełmskich, którzy nominalnie sprawowali zwierzchność nad tym terytorium. Biskupi ci wielokrotnie próbowali ograniczyć władzę infułatów, co prowadziło do wieloletnich procesów w sądach kościelnych, a nawet interwencji na dworze królewskim i papieskim. Infułatka była w tamtych czasach niemal twierdzą – bastionem niezależności kościelnej Ordynacji Zamojskiej.
Kolejne stulecia przyniosły zmiany. Złoty wiek Zamościa minął, nadeszły czasy wojen szwedzkich, wojen północnych, a następnie zaborów. Akademia Zamojska została ostatecznie zlikwidowana przez Austriaków pod koniec XVIII wieku. Funkcja infułata, choć pozbawiona dawnego zaplecza uniwersyteckiego, wciąż jednak pozostawała najwyższą godnością kościelną w mieście aż do momentu, gdy w 1992 roku papież Jan Paweł II bullą „Totus Tuus Poloniae Populus” podniósł zamojską Kolegiatę do godności Katedry, ustanawiając nową diecezję zamojsko-lubaczowską z własnym biskupem na czele. Wtedy to historyczny tytuł infułata zamojskiego ustąpił miejsca władzy biskupiej, a Infułatka mogła w pełni oddać się nowej roli – strażniczki pamięci.
Narodziny Muzeum Sakralnego Katedry Zamojskiej
Z biegiem lat dawna rezydencja infułatów wymagała znalezienia nowej funkcji, która uchroniłaby zabytek przed niszczeniem i jednocześnie pozwoliła na udostępnienie jego wnętrz społeczeństwu. Decyzja mogła być tylko jedna: gmach tak ściśle związany z historią Kościoła na Zamojszczyźnie musiał stać się miejscem ekspozycji bezcennych skarbów gromadzonych przez stulecia przez zamojską kapitułę. W 1987 roku, po przeprowadzeniu niezbędnych prac konserwatorskich, w zabytkowych wnętrzach Infułatki uroczyście otwarto Muzeum Sakralne (obecnie znane jako Muzeum Sakralne Katedry Zamojskiej).
Utworzenie muzeum było wielkim wydarzeniem dla polskiego muzealnictwa i historii sztuki. Wiele z eksponatów, które przez wieki leżały zamknięte w mrocznych, wilgotnych skarbcach kolegiaty, dostępnych jedynie dla nielicznych duchownych, po raz pierwszy ujrzało światło dzienne i zostało wystawionych na widok publiczny. Koncepcja wystawiennicza muzeum w Infułatce od początku zakładała nie tylko prezentację przedmiotów o wartości materialnej, ale przede wszystkim ukazanie bogactwa duchowego, kunsztu artystycznego dawnych epok oraz nierozerwalnego związku religii z potęgą rodu Zamoyskich.
Dziś, przekraczając próg ciężkich drzwi osadzonych w renesansowym portalu, turysta wkracza do świata, który oszałamia precyzją wykonania, blaskiem złota i srebra, a jednocześnie skłania do zadumy nad przemijaniem. Ekspozycja została starannie zaplanowana w kilku salach dawnej rezydencji, z których każda skrywa inne kategorie skarbów.
Skarbiec Zamojski: Szaty, w których zaklęto historię
Pierwszą rzeczą, która uderza odwiedzającego Muzeum w Infułatce, jest absolutnie fenomenalna, należąca do najbogatszych w Polsce, kolekcja dawnych szat liturgicznych. Zbiory te obejmują ornaty, kapy, dalmatyki i stuły pochodzące z okresu od późnego renesansu, przez barok, aż po wiek XIX. Szaty te nie były zwykłymi elementami ubioru księdza. Były to prawdziwe dzieła sztuki, manifestujące chwałę Bożą i bogactwo fundatorów.
Wiele z prezentowanych w muzeum paramentów liturgicznych zostało uszytych z materiałów, które w tamtych czasach osiągały zawrotne ceny na rynkach europejskich. Znajdziemy tu ciężkie, rzeźbione aksamity genueńskie, lśniące jedwabie z włoskich manufaktur w Lukce i Florencji, a także przepiękne, wielobarwne brokaty sprowadzane aż z dalekiego wschodu, często z terenów Imperium Osmańskiego. Wykorzystywanie tkanin o rodowodzie wschodnim, perskim czy tureckim, do szycia katolickich szat liturgicznych było zjawiskiem niezwykle fascynującym, charakterystycznym dla Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która leżała na styku kultur Wschodu i Zachodu.
Na szczególną uwagę zasługują hafty zdobiące ornaty. Zastosowano tu techniki, które dziś są niemal całkowicie zapomniane. Wśród nich króluje tzw. haft wypukły, wykonywany złotą i srebrną nicią, potocznie nazywany szychem. Na kolumnach (czyli środkowych, pionowych pasach ornatów) hafciarki z niesamowitą precyzją, ścieg po ściegu, „malowały” igłą sceny biblijne: Ukrzyżowanie, Zmartwychwstanie, wizerunki Matki Boskiej z Dzieciątkiem czy postacie świętych patronów. Detale są na tyle wyraźne, że można dostrzec wyraz twarzy postaci, fałdy ich szat czy precyzyjnie oddane narzędzia męki Pańskiej.
Absolutnym arcydziełem, przy którym na dłużej zatrzymuje się każdy zwiedzający, są fundacje samego Jana Zamoyskiego. Hetman, dążąc do uświetnienia ceremonii religijnych w swojej nowo wybudowanej Kolegiacie, nie szczędził środków. Zlecał szycie szat z najdroższych materii, często ofiarowując na ten cel tkaniny ze zdobytych na wojnach namiotów tureckich lub dary otrzymane od zagranicznych poselstw. Niektóre z ornatów są tak gęsto przetykane metalową, złotą nicią i wysadzane drobnymi kamieniami lub perłami, że ich waga sięga kilkunastu kilogramów. Noszenie ich podczas długich, uroczystych mszy pontyfikalnych wymagało od infułatów nie lada wysiłku fizycznego.
Oprócz motywów typowo religijnych, wprawne oko dostrzeże na wielu szatach wyhaftowane herby. Najczęściej jest to oczywiście Jelita – herb rodu Zamoyskich (trzy skrzyżowane kopie), ale pojawiają się również herby innych potężnych rodów skoligaconych z ordynatami, a także herby biskupów, którzy na przestrzeni wieków ofiarowywali swoje dary dla zamojskiej świątyni. Szaty te stanowią zatem nie tylko zabytek sztuki tkackiej, ale również niezwykle cenne źródło do badań sfragistycznych i heraldycznych.
Srebro, złoto i kamienie szlachetne. Tryumf polskiego złotnictwa
O ile sale z tkaninami zachwycają miękkością form i bogactwem kolorów, o tyle kolejne pomieszczenia Infułatki olśniewają blaskiem metali szlachetnych. Kolekcja sprzętów liturgicznych przechowywana w Muzeum Sakralnym to świadectwo najwyższego kunsztu dawnych złotników z ośrodków krakowskich, lwowskich, lubelskich, a także gdańskich i augsburskich. Zbiory te pozwalają prześledzić ewolucję stylów w rzemiośle artystycznym od surowości renesansu, przez niezwykle ekspresyjny i bogaty w zdobienia barok, aż po delikatniejsze formy rokoka i klasycyzmu.
Wśród najcenniejszych obiektów prym wiodą monstrancje. Te naczynia, służące do ukazywania wiernym konsekrowanej Hostii, musiały być wykonane z najszlachetniejszych materiałów, by podkreślić dogmat o realnej obecności Chrystusa w Eucharystii. W Infułatce zobaczymy monstrancje wieżyczkowe, przypominające swoimi kształtami miniaturowe gotyckie i renesansowe kościoły, z misternie wyrzeźbionymi figurkami świętych w niszach, a także potężne monstrancje promieniste z okresu baroku. Te ostatnie, często mierzące blisko metr wysokości, mają kształt słońca, którego złote promienie rozchodzą się we wszystkie strony od centralnego repozytorium (melchizedeka).
Barokowe monstrancje z zamojskiego muzeum są często gęsto wysadzane kamieniami szlachetnymi: rubinami, szmaragdami, szafirami, a także perłami i koralem. Ciekawostką jest fakt, że wiele z tych klejnotów nie było kupowanych specjalnie na potrzeby wykonania sprzętu liturgicznego. Były to dary wotywne składane przez wiernych, często zamożne szlachcianki, które ofiarowywały swoje rodowe pierścienie, naszyjniki czy kolczyki w podziękowaniu za wysłuchane modlitwy lub z prośbą o łaski. Złotnicy wprawiali te gotowe elementy biżuteryjne w korpus monstrancji, tworząc unikalne, eklektyczne kompozycje, w których sakrum przenikało się z historiami konkretnych, żyjących niegdyś ludzi.
Obok monstrancji, w gablotach Infułatki lśnią kielichy mszalne. Uwagę zwraca zwłaszcza fundacja Tomasza Zamoyskiego, syna hetmana Jana. Kielichy te, wykonane w całości z czystego złota lub mocno złoconego srebra, zdobione są technikami repusowania, grawerowania i filigranu. Na ich stopach nierzadko wygrawerowane są sceny z Męki Pańskiej lub misterne ornamenty roślinno-geometryczne, zwane arabeskami i maureskami.
W kolekcji znajdują się także relikwiarze. W dobie kontrreformacji, która zbiegła się w czasie z rozkwitem Zamościa, kult relikwii przeżywał swój renesans. Potężni fundatorzy sprowadzali do swoich świątyń szczątki świętych męczenników, często prosto z rzymskich katakumb. W zamojskim muzeum możemy podziwiać relikwiarze w formie krzyży, bogato zdobionych kasetek, a także tzw. pacyfikały, które służyły wiernym do całowania podczas nabożeństw. Mają one dla badaczy ogromną wartość nie tylko artystyczną, ale i teologiczną, pokazując, jacy święci byli szczególnie czczeni w Ordynacji Zamojskiej (wśród nich oczywiście św. Tomasz Apostoł – patron miasta i rodziny Zamoyskich).
Pamięć zapisana w obrazach. Malarstwo zamojskiej kapituły
Trzecim filarem zbiorów zgromadzonych w historycznych wnętrzach Infułatki jest malarstwo. Nie jest to galeria sztuki w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, ale raczej zbiór portretów i obrazów o charakterze religijnym i historyczno-dokumentacyjnym, które przez wieki zdobiły ściany Kolegiaty, Akademii oraz samej rezydencji infułatów.
Główną część kolekcji stanowią portrety zamojskich infułatów i ordynatów. Z płócien spoglądają na nas surowe, pełne powagi twarze duchownych i magnatów. Obrazy te są doskonałym przykładem specyficznego zjawiska w polskiej sztuce, jakim był portret sarmacki. Cechuje go ogromny realizm – malarze nie upiększali swoich modeli, oddając wiernie ich wiek, tuszę, blizny po bitwach czy zmarszczki świadczące o trudach życia. Postaci te są zazwyczaj ubrane w bogate szaty: czerwone lub fioletowe sutanny prałackie, obramowane kosztownym futrem delie czy żupany spięte bogatymi guzami.
W dolnych rogach tych portretów często umieszczano herby rodowe oraz rozbudowane inskrypcje w języku łacińskim (tzw. epitafia). Inskrypcje te są dla dzisiejszych historyków nieocenionym źródłem wiedzy. Zapisano w nich dokładne tytuły zmarłego, jego dokonania, funkcje pełnione na dworze i w kościele, a także daty życia. Dzięki tym obrazom możemy dziś zrekonstruować nie tylko wygląd, ale i poczet intelektualnych elit Zamościa minionych wieków.
Wśród obrazów znajdują się także unikatowe przykłady polskiego malarstwa religijnego, w tym portrety trumienne. Ten specyficzny, występujący niemal wyłącznie na ziemiach Rzeczypospolitej rodzaj sztuki, polegał na malowaniu realistycznego wizerunku zmarłego na blasze w kształcie sześcioboku lub ośmioboku, dopasowanego do krótszego boku trumny. Portrety te brały udział w rozbudowanych, teatralnych ceremoniach pogrzebowych (tzw. pompa funebris), po czym zawieszano je na ścianach kościołów. Zamojskie przykłady portretów trumiennych uświadamiają nam, jak silnie zakorzeniona była sarmacka kultura nawet w mieście, które swoimi założeniami architektonicznymi aspirowało do włoskiego renesansu.
Na ścianach Infułatki zobaczyć można również obrazy ołtarzowe, które z różnych przyczyn – zmiany mody, pożarów czy remontów – zostały usunięte z wnętrza Katedry. Przedstawiają one sceny z życia Chrystusa i Marii, wizerunki świętych oraz rozbudowane alegorie teologiczne. Obrazy te, malowane nierzadko przez lokalnych mistrzów, wpisują się w potrydencki nurt sztuki kościelnej, mający na celu edukację i poruszanie emocji wiernych w dobie walki z reformacją.
Infułatka dzisiaj. Żywa lekcja historii i duchowości
Wizyta w zamojskiej Infułatce to doświadczenie wielowymiarowe. To nie jest zwykłe muzeum, przez które przechodzi się w pośpiechu. To przestrzeń, która wymaga skupienia i czasu. Grube renesansowe mury skutecznie tłumią gwar pobliskiego Rynku i hałas turystów. We wnętrzach panuje specyficzny, pełen szacunku półmrok, który z jednej strony podyktowany jest koniecznością ochrony delikatnych tkanin przed niszczącym działaniem światła, z drugiej zaś potęguje mistyczny nastrój miejsca.
W powietrzu unosi się delikatny zapach starego drewna, wosku pszczelego i, można by rzec, wieków historii zaklętych w materii. Spacerując po starych, drewnianych lub kamiennych posadzkach z sali do sali, stajemy twarzą w twarz z dziedzictwem, które przetrwało mimo pożarów, oblężeń wojsk Chmielnickiego i potopu szwedzkiego, mimo zaborczych rekwizycji i koszmaru II wojny światowej. Przedmioty te ocalały, ponieważ przez stulecia były chronione jako największe relikwie i skarby narodu.
Dla pasjonatów historii sztuki, Infułatka jest absolutnym kompendium wiedzy o dawnym rzemiośle, technikach hafciarskich i złotniczych. Dla miłośników historii Polski to materialny dowód na potęgę rodu Zamoyskich i znaczenie Ordynacji w strukturach dawnej Rzeczypospolitej. Dla osób poszukujących przeżyć duchowych – to przestrzeń kontemplacji sztuki, która została stworzona wyłącznie po to, by oddać chwałę Bogu.
Muzeum Sakralne w Infułatce idealnie dopełnia obraz Zamościa jako miasta wybitnego. Po zachwycie nad świecką, militarną i handlową potęgą Rynku, Ratusza i umocnień twierdzy, wizyta obok Katedry pozwala zrozumieć, że „miasto idealne” Moranda i Zamoyskiego posiadało także potężnego, duchowego ducha. Ducha, którego fragment wciąż żyje w lśniących złotem monstrancjach, jedwabnych ornatach i w samym kamiennym, dumnym portalu Infułatki – najstarszego domu, który wciąż ma nam tak wiele do opowiedzenia.
Planując pobyt w Zamościu, rezerwując czas na kawiarnię na Rynku Wodnym, czy spacer po dawnych fortyfikacjach, absolutnym punktem obowiązkowym jest ulica Kolegiacka i niepozorna bryła Infułatki. To tam, w ciszy, bije prawdziwe, historyczne serce kościelnego Zamościa.