Tomaszów Lubelski: Drewniany kościół i atrakcje południowego Roztocza

Tomaszów Lubelski: Drewniany kościół i atrakcje południowego Roztocza.

Tomaszów Lubelski to miasto, które bardzo często umyka uwadze turystów pędzących głównymi drogami w stronę popularnych kurortów. Zazwyczaj stanowi jedynie tło za oknami samochodów, przystanek na trasie prowadzącej w kierunku granicy wschodniej lub południowych krańców województwa lubelskiego. Tymczasem to niepozorne, otoczone gęstymi lasami i malowniczymi wzniesieniami miasto kryje w sobie historię fascynującą, architekturę absolutnie unikalną w skali kraju oraz atmosferę, której próżno szukać w zatłoczonych, turystycznych ośrodkach. Stanowi ono prawdziwą bramę do południowego Roztocza, zwanego również Roztoczem Wschodnim – krainy nieco dzikszej, bardziej tajemniczej, utkanej ze starych legend, opuszczonych wsi, wapiennych wzgórz i szumiących lasów. Jeśli szukasz miejsca, w którym czas płynie wolniej, a historia przenika się z nieskalaną naturą, Tomaszów Lubelski i jego urokliwe okolice są kierunkiem, który absolutnie musisz wpisać na swoją podróżniczą mapę.

Zanim jednak zanurzymy się w głębokie lasy i na bezdroża południowego Roztocza, musimy cofnąć się w czasie do początków XVII wieku, aby zrozumieć, skąd właściwie Tomaszów Lubelski wziął się na mapie. Ziemie te przez stulecia porośnięte były nieprzebytymi puszczami, przez które wiodły jedynie nieliczne szlaki handlowe. Zmiana nadeszła za sprawą potężnego rodu Zamoyskich, a dokładnie Tomasza Zamoyskiego, syna wielkiego hetmana Jana Zamoyskiego, założyciela pobliskiego Zamościa. To właśnie Tomasz podjął decyzję o lokacji nowego miasta, które początkowo miało nosić nazwę Jelitowo, nawiązując do rodowego herbu Zamoyskich – Jelita. Szybko jednak zmieniono nazwę na Tomaszów, na cześć samego założyciela. Miasto, lokowane na prawie magdeburskim w 1621 roku, otrzymało przywileje, które przyciągnęły kupców, rzemieślników i osadników różnych wyznań oraz narodowości. W ten sposób Tomaszów stał się tyglem kulturowym, w którym przenikały się wpływy polskie, ruskie, żydowskie i ormiańskie. To dziedzictwo wielokulturowości do dziś jest czytelne w układzie urbanistycznym i architekturze, przypominając o czasach, gdy na rynkach rozbrzmiewały dziesiątki języków, a obok siebie wznosiły się kościoły katolickie, prawosławne cerkwie i żydowskie synagogi.

Największym i najcenniejszym skarbem Tomaszowa Lubelskiego, będącym bezsprzecznie perłą drewnianej architektury sakralnej w Polsce, jest Kościół pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Przechadzając się uliczkami miasta, nagle wyłania się przed nami budowla, która zdaje się przeczyć prawom grawitacji i logice budownictwa drewnianego. Zbudowany z drewna modrzewiowego, ten potężny kościół posiada dwie wysokie, smukłe wieże zlokalizowane w fasadzie frontowej. Jest to widok niezwykle rzadki, wręcz unikalny, ponieważ w architekturze drewnianej rzadko decydowano się na tak monumentalne rozwiązania, naśladujące murowane bazyliki barokowe. Kościół ten został wzniesiony w 1727 roku w miejscu wcześniejszej świątyni, a jego fundatorem był ówczesny ordynat zamojski. Kiedy staje się przed jego potężnymi drzwiami, czuć zapach wiekowego drewna modrzewiowego, które żywicą zakonserwowało w sobie setki lat historii.

Architektura tego miejsca zachwyca detalami. Ściany wzniesione w konstrukcji zrębowej, oszalowane pionowymi deskami, zwieńczone są stromym dachem krytym gontem. Dwie symetryczne wieże nakryte hełmami górują nad okolicą, nadając budowli niesamowitej powagi. Gdy przekracza się próg tej świątyni, oczom ukazuje się wnętrze, które zapiera dech w piersiach. Bogate, barokowe ołtarze, rokokowe rzeźby, wspaniałe zdobienia i polichromie kontrastują z surowością drewnianych ścian. Ołtarz główny to prawdziwe arcydzieło sztuki snycerskiej. W jego centralnym punkcie znajduje się słynący łaskami, cudowny obraz Matki Bożej Szkaplerznej, do którego od wieków pielgrzymują wierni z najdalszych zakątków regionu. Legenda głosi, że obraz ten był świadkiem licznych objawień i uzdrowień, co sprawia, że kościół w Tomaszowie jest jednym z najważniejszych sanktuariów maryjnych na ziemi zamojskiej. Warto również zwrócić uwagę na relikwiarz świętego Feliksa, patrona dzieci, którego szczątki sprowadzono z Rzymu w XVIII wieku, co było wydarzeniem o ogromnej randze dla ówczesnej społeczności.

Atmosfera wewnątrz drewnianego kościoła jest niepodrabialna. Światło wpadające przez niewielkie okna łagodnie oświetla złocenia ołtarzy, a każdy krok po starej, drewnianej podłodze wywołuje głuche skrzypienie, jakby świątynia oddychała i opowiadała historie minionych pokoleń. Modrzew, z którego zbudowano kościół, słynie ze swojej trwałości i odporności na warunki atmosferyczne, dlatego mówi się, że z upływem lat nie niszczeje, lecz twardnieje jak kamień. Dzięki temu świątynia przetrwała pożary, burze wojenne i dziejowe zawieruchy, by dziś cieszyć oczy współczesnych podróżników szukających autentyczności i architektonicznego piękna.

Wychodząc z półmroku modrzewiowego kościoła, warto skierować swoje kroki w stronę tomaszowskiego rynku. Jak w większości miast lokowanych przez Zamoyskich, rynek ten ma regularny, niemal kwadratowy kształt, wytyczony wokół prostopadle przecinających się ulic. Dziś jest to miejsce spacerów, odpoczynku i spotkań mieszkańców, a w przeszłości tętnił życiem handlowym, będąc miejscem jarmarków, na które zjeżdżali kupcy z odległych krain. Choć dawna drewniana zabudowa rynku nie przetrwała do naszych czasów ustępując miejsca murowanym kamienicom z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku, to uwadze uważnego turysty nie ujdzie jeden szczególny budynek. Mowa o tak zwanej Czajni – drewnianym pawilonie, który stanowi unikatowy zabytek architektury. Zbudowana pod koniec dziewiętnastego wieku w stylu rosyjskim, przypominającym bogato zdobioną chałupę lub pawilon parkowy, pełniła początkowo funkcję herbaciarni. Miała na celu odciągnięcie mieszkańców od powszechnego pijaństwa w miejscowych karczmach, oferując herbatę i kulturalną rozrywkę. Budynek zachwyca kunsztownymi, ażurowymi zdobieniami wokół okien i dachu. Jest to jeden z niewielu tego typu obiektów zachowanych na terenie Polski, będący niemym świadkiem czasów zaborów, gdy Tomaszów znajdował się pod panowaniem Imperium Rosyjskiego.

Dziedzictwo tamtych czasów widać również na horyzoncie miasta, gdzie wyraźnie odznacza się sylwetka prawosławnej cerkwi pod wezwaniem świętego Mikołaja. Wybudowana pod koniec dziewiętnastego wieku w stylu bizantyjsko-ruskim, charakteryzuje się tradycyjnym układem krzyża greckiego oraz charakterystycznymi, cebulastymi kopułami wieńczącymi wieże. Cerkiew ta została wzniesiona na miejscu starszych świątyń prawosławnych i unickich, będąc centrum życia duchowego dla wschodniochrześcijańskiej części ludności Tomaszowa. Jej jasne ściany i ciemne dachy pięknie kontrastują na tle błękitnego nieba. Wnętrze świątyni, choć niedostępne na co dzień w taki sposób jak kościoły katolickie, kryje w sobie wspaniały, zabytkowy ikonostas oraz liczne ikony, będące świadectwem kunsztu dawnych mistrzów malarstwa sakralnego. Obecność cerkwi w krajobrazie miasta jest dowodem na złożoną, wielowyznaniową przeszłość tego przygranicznego regionu, w którym losy Polaków, Rusinów i Żydów splatały się nierozerwalnie przez całe stulecia.

Gdy poznamy już historyczne serce Tomaszowa Lubelskiego, czas wyruszyć poza granice miasta, w kierunku przestrzeni, która sprawia, że tutejsze tereny są tak magiczne. Mowa oczywiście o południowym Roztoczu. Jest to obszar zdominowany przez rozległe kompleksy leśne, głębokie wąwozy, piaszczyste drogi i wzniesienia z wapiennego kamienia. O ile środkowe Roztocze, ze Zwierzyńcem na czele, bywa latem oblegane przez rzesze turystów, o tyle jego południowa część oferuje wytchnienie i całkowitą izolację od zgiełku. To raj dla poszukiwaczy dzikiej przyrody, samotnych wędrowców, pasjonatów historii i miłośników fotografii krajobrazowej. Tutaj drogi asfaltowe często ustępują miejsca duktom leśnym, a wsie, nierzadko wyludnione lub z rzadką zabudową, przypominają scenografie do filmów o dawnej, sielskiej prowincji.

Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc w bliskim sąsiedztwie Tomaszowa jest rezerwat przyrody nieożywionej Piekiełko, zlokalizowany na zboczach Białej Góry, w okolicach miejscowości Łaszczówka. To niesamowity pomnik natury, który od wieków pobudzał wyobraźnię lokalnej ludności, stając się źródłem wielu mrocznych legend. Piekiełko to ogromne skupisko potężnych głazów, bloków skalnych i wapiennych formacji porozrzucanych w gęstym, cienistym lesie. Według miejscowych podań, głazy te zostały upuszczone przez diabły, które w zamierzchłych czasach chciały zniszczyć nowo powstający kościół w Tomaszowie. Niosąc w swych szponach olbrzymie kamienie z odległych krain, diabły zostały zaskoczone przez pianie koguta, zwiastujące świt. Utraciwszy w świetle poranka swoją piekielną moc, upuściły głazy w szczerym lesie, gdzie leżą one do dziś, porastając mchem i paprociami. Prawda geologiczna jest oczywiście inna, lecz nie mniej fascynująca. Głazy te to pozostałości po dawnym morzu, które miliony lat temu oblewało te tereny. W wyniku procesów wietrzenia, mrozów i erozji, twarde skały wapienne oparły się niszczycielskiej sile czasu, podczas gdy miękki materiał wokół nich został zmyty przez wodę. Spacer ścieżką edukacyjną wokół tych gigantycznych kamieni to niesamowite doświadczenie, szczególnie jesienią, gdy rude i złote liście drzew kontrastują z szarością i zielenią omszałych głazów. To miejsce wręcz mistyczne, tchnące spokojem, ale zarazem surowością dzikiej natury.

Podążając dalej na południe i wschód, wkraczamy na szlak dawnej architektury cerkiewnej, będący niezaprzeczalnym symbolem i skarbem południowego Roztocza. To właśnie na tych terenach, w ukrytych wśród lasów wsiach, zachowały się wspaniałe drewniane świątynie wschodnie, będące świadectwem kunsztu ludowych cieśli i dawnej wielokulturowości pogranicza polsko-ukraińskiego. Największą perłą na tym szlaku jest bez wątpienia zespół cerkiewny w Radrużu. Choć znajduje się on nieco dalej na południe, bliżej granicy w Hrebennem, to pobyt w Tomaszowie jest doskonałym pretekstem, aby zorganizować tam dłuższą wycieczkę. Drewniana cerkiew pod wezwaniem świętej Paraskewy w Radrużu to arcydzieło wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zbudowana pod koniec XVI wieku, jest jedną z najstarszych i najlepiej zachowanych drewnianych świątyń w Polsce. W przeciwieństwie do kościoła w Tomaszowie, cerkiew ta reprezentuje zupełnie odmienny styl budownictwa. Posiada niezwykle charakterystyczną, trójdzielną bryłę, rozłożyste dachy namiotowe oraz otaczające ją, szerokie soboty, czyli zadaszone podcienia wsparte na słupach, służące niegdyś wiernym za schronienie przed deszczem i słońcem podczas wielkich świąt i odpustów. Wewnątrz cerkwi znajduje się przepiękna, staroruska polichromia oraz unikatowy, oryginalny ikonostas. Radruż to jednak nie tylko cerkiew, ale cały kompleks obronny. Świątynia otoczona jest masywnym murem z kamienia wapiennego z wkomponowaną w niego drewnianą dzwonnicą i bramą. W czasach najazdów tatarskich to właśnie za tymi murami lokalna ludność szukała schronienia. Atmosfera Radruża jest przesycona historią; spacerując po miejscowym cmentarzu ze starymi, kamiennymi krzyżami bruśnieńskimi wyrzeźbionymi w miejscowym ośrodku kamieniarskim, ma się wrażenie absolutnego zawieszenia w czasie.

Nie tylko Radruż kusi miłośników dawnej sztuki. Bliżej Tomaszowa, w miejscowości Hrebenne, niemal na samej granicy z Ukrainą, znajduje się kolejna drewniana piękność – cerkiew świętego Mikołaja z końca XVII wieku. Malowniczo usytuowana na wzgórzu, wśród starych drzew, zachwyca swoimi proporcjami i trzema wyraźnymi kopułami. Przez lata świątynia ta przechodziła burzliwe dzieje, zmieniając przynależność wyznaniową z prawosławnej na greckokatolicką i katolicką, by wreszcie wrócić do rąk grekokatolików. Wnętrze cerkwi, pachnące starym drewnem i woskiem, przenosi w mistyczny świat wschodniej duchowości. Podróżowanie po tych zakątkach południowego Roztocza to jak czytanie pasjonującej, choć często bolesnej księgi historii, w której zapisane są losy ludzi brutalnie rozdzielonych przez powojenne zmiany granic i akcje wysiedleńcze. Wiele z tutejszych wsi, takich jak Monastyr, Dahany czy opuszczone przysiółki wokół Hrebennego, skrywa już tylko fundamenty dawnych chat, zarastające dzikim bzem studnie i rozsiane po lasach, samotne, kamienne krzyże wotywne z nieczytelnymi cyrylicznymi inskrypcjami. To swoiste „Roztocze utracone”, pełne melancholii, ale jednocześnie fascynujące swoim cichym pięknem.

Zupełnie inny rodzaj zadumy wywołuje wizyta w położonych na wschód od Tomaszowa Siedliskach. Miejsce to słynie z fenomenu geologicznego na skalę europejską, a mianowicie ze skamieniałych drzew. W lokalnym muzeum oraz w specjalnie zabezpieczonych wiatach można zobaczyć fragmenty potężnych pni drzew z gatunku cypryśnika błotnego, które rosły na tych terenach kilkanaście milionów lat temu, w epoce miocenu. Wówczas to Roztocze przypominało gorące, wilgotne bagna Florydy. Powalone przez wiatr lub zalane wodą pnie, pozbawione dostępu tlenu, nie uległy rozkładowi. Zamiast tego, na przestrzeni milionów lat, materia organiczna została powoli zastąpiona przez minerały krzemionkowe wypłukiwane z otaczających skał. Dziś te pradawne drzewa wyglądają, jakby zostały wyciosane z kamienia. Ich barwy, od jasnych beżów, przez głębokie brązy i czernie, aż po odcienie żółci i czerwieni, tworzą fantastyczne, naturalne mozaiki. Kawałki skamieniałego drewna z Siedlisk bywają odnajdywane przez okolicznych rolników podczas wiosennych orek i stanowią niezwykłą gratkę dla geologów oraz pamiątkę z czasów, gdy na ziemiach polskich żyły stworzenia, o których dziś czytamy tylko w podręcznikach paleontologii.

Eksploracja południowego Roztocza nie byłaby pełna bez zanurzenia się w lokalną kulturę kulinarną, która z racji swojego granicznego położenia, czerpie z najlepszych tradycji wielu kuchni. Restauracje, gospody i agroturystyki w okolicach Tomaszowa Lubelskiego to miejsca, gdzie zapomina się o diecie i nowoczesnych trendach na rzecz autentycznego, babcinego smaku. Królem tutejszych stołów jest bez wątpienia kasza gryczana, która na polach Roztocza rośnie wyjątkowo bujnie, korzystając z dobrego nasłonecznienia i odpowiednich gleb. To z niej wypieka się słynny piróg biłgorajski, znany tu również pod nazwą piroga tomaszowskiego. Jest to rodzaj wypieku, który można by nazwać chłopskim pasztetem bezmięsnym. Farsz składający się z ugotowanej kaszy gryczanej, tłustego białego sera, ugotowanych ziemniaków, gęstej śmietany, skwarek ze słoniny i mięty pieprzowej, zawijany jest w cienkie ciasto drożdżowe, a następnie pieczony na rumiano w piecu. Piróg ten, podawany na gorąco z kwaśną śmietaną lub jako dodatek do bulionów grzybowych, to kwintesencja smaków regionu. Nie można zapomnieć o darach lasu, którymi Roztocze hojnie obdarza mieszkańców. Suszone borowiki, podgrzybki, kurki w śmietanie, a na deser konfitury z dzikiej maliny i jeżyny – to wszystko ląduje na stołach gościnnych gospodarzy. Tutejsze łąki obfitują w zioła, z których powstają wspaniałe miody roztoczańskie, nagradzane na licznych festiwalach smaku. Warto też wspomnieć o tutejszych pierogach, lepionych w grubym, elastycznym cieście, faszerowanych najczęściej kapustą z grzybami lub dziczyzną, której na terenie Roztoczańskiego Parku Narodowego i Puszczy Solskiej nie brakuje.

Aktywny wypoczynek na południowym Roztoczu to przede wszystkim przestrzeń i brak tłumów, które nękają znane pasma górskie. Przez okolice Tomaszowa przebiegają dziesiątki kilometrów świetnie oznaczonych szlaków pieszych i rowerowych. Szczególną popularnością cieszy się Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo, który swoimi żółto-czarnymi znakami prowadzi cyklistów przez najbardziej malownicze zakątki krainy. Pedałując przez gęste bory sosnowo-jodłowe, wdychając powietrze nasycone zapachem żywicy, można całkowicie zresetować umysł. Trasy rowerowe prowadzą falistym terenem, oferując nierzadko wymagające podjazdy na kredowe wzgórza, ale w nagrodę serwując fantastyczne, rozległe widoki na ukraińską stronę granicy, gdzie horyzont zdaje się nie mieć końca. Miłośnicy pieszych wędrówek docenią bezkresne ścieżki wiodące przez rezerwaty przyrody, wzdłuż koryt rwących, roztoczańskich rzek. Choć słynne Szumy na Tanwi, czyli kaskady rzeczne w rezerwacie Nad Tanwią, znajdują się formalnie nieco bliżej Suśca, to startując z Tomaszowa Lubelskiego dotrzemy tam w zaledwie kilkanaście minut samochodem. Szumy to zjawisko akustyczne i wizualne. Płytka, czysta rzeka Tanew pokonuje tutaj tektoniczne uskoki w skalistym dnie, tworząc serię drobnych, pieniących się wodospadów. Szum uderzającej o kamienie wody niesie się daleko po lesie, a spacer wytyczonym wzdłuż brzegu deptakiem i drewnianymi mostkami jest jednym z najprzyjemniejszych doświadczeń turystycznych w Polsce wschodniej. Południowe Roztocze to jednak nie tylko woda, ale też wspomniane wcześniej wzgórza ostańcowe. Pasmo Roztocza Środkowego przechodzi tutaj płynnie w Roztocze Wschodnie, a pagórki stają się wyższe, bardziej strome, tworząc krajobraz niezwykle urozmaicony i dynamiczny, daleki od monotonii nizin centralnej Polski.

Zastanawiając się, dlaczego warto przyjechać do Tomaszowa Lubelskiego i uczynić go bazą wypadową do zwiedzania południowego Roztocza, odpowiedź kryje się w słowie „autentyczność”. To nie jest miejsce przygotowane wyłącznie pod masową turystykę, gdzie na każdym kroku natykamy się na stragany z chińskimi pamiątkami, hałaśliwe wesołe miasteczka czy głośne kurorty. To region dla turysty poszukującego głębszych doznań, ceniącego sobie bliski kontakt z naturą, fascynującego się mrocznymi legendami i zawiłymi losami wielonarodowej historii Rzeczpospolitej. Tomaszów Lubelski to miasto, w którym wspaniały, modrzewiowy kościół przypomina o dawnej potędze, drewniana Czajnia zaprasza do wspomnień z okresu belle époque, a prawosławna cerkiew uświadamia złożoność dawnych granic kulturowych.

Wyjazd w te strony to swoista podróż w czasie do miejsc, gdzie na polnych drogach unosi się kurz, stada żurawi krzyczą nad mokradłami, a wieczorne niebo nie jest zanieczyszczone światłem wielkich aglomeracji, pozwalając na nieskrępowaną obserwację Drogi Mlecznej. To kraina, gdzie gościnność wciąż nie jest tylko słowem z prospektów reklamowych, ale autentyczną cechą mieszkańców otwierających drzwi swoich domów przed strudzonym wędrowcem. Tomaszów i południowe Roztocze nie wymagają pośpiechu. Zmuszają wręcz do zwolnienia tempa, do przystanięcia pod przydrożnym krzyżem, wysłuchania szumu wiatru w starych dębach i wsłuchania się w bicie własnego serca. Dlatego przygotowując plan wycieczki na Zamojszczyznę, nie poprzestawaj tylko na renesansowych podcieniach Zamościa. Odbij na południe. Daj się porwać magii drewnianej architektury, spróbuj gorącego piroga biłgorajskiego i pozwól, aby dzikie, wschodnie Roztocze opowiedziało ci swoją niesamowitą, wielowiekową historię. Zrozumiesz wtedy, że prawdziwe piękno często ukrywa się tam, gdzie kończą się główne drogi, a zaczynają leśne ścieżki i zapomniane traktaty.